10 tygodni biegania to już sukces

Cześć,

Właśnie skończyłem pierwszy etap biegania, a jest teraz dokładnie godzina 7.09 19 czerwca 2015 roku.

Powiem Wam szczerze, że nie było łatwo. Rano wstać o godzinie 4.35, to jest wyczyn. Nie żebym się przechwalał, ale ile wtedy człowiek wymówek nawymyśla.ranek
Wymówkoza pełną gębą.

Wówczas w głosie powstają wymówki  takie jak:

– pobiegam jutro, jutro sobota to mogę wstać trochę później.

– za zimno na dworze, może jutro będzie cieplej

– może pada dziś to sobie odpuszczę

– jestem szczególnie dziś zmęczony, to może jutro.

Nie dajcie się złapać na takie numery Waszego umysłu. Pamiętaj, że człowiek jest z reguły osobą leniwą i idzie po najmniejszej linii oporu.

Jak pojawiają się takie glosy w mojej głowie to od razu zapala mi się czerwona lampka ostrzegawcza. Która krzyczy „UWAŻAJ, NIE DAJ SIĘ, PAMIĘTAJ O SWOIM CELU”.lampka czerwona

Swoją drogą człowiek cały czas się uczy. Nawet walczyć ze swoim sprytnym umysłem. A przecież droga od wstania do biegania nie jest w moim przypadku długa. Wystarczy 10 minut na WC, krótka rozgrzewka, ubranie się, uzupełnienie płynów ewentualnie mały posiłek i już człowiek jest gotowy do biegania

Co mnie spotkało podczas biegania?

Z racji tego , ze mój trening z tygodnia na tydzień się wydłużał, pokonywałem coraz to większe odległości. Ostatniego dziesiątego tygodnia trasa moja na nieszczęście skończyła się i byłem zmuszony wbiec do pobliskiej malej miejscowości(ok. 1000 mieszkańców). Powiem Wam szczerze, że nigdy nie czułem się bardziej osaczony obcym wzrokiem niż wtedy. Mimo, że była godzina 5.06 to spora część mieszkańców już wybierała się do swoim codziennych zajęć. Czułem się tam jak „kosmita” i to dosłownie. Ludzie oniemieli myśląc sobie w duchu kim jest ten człowiek i co on tu robi.

No,ale na szczęście musiałem przebiec tam tylko półtorej minuty w jedną i w drugą stronę, po czym wróciłem szczęśliwy do swojej stałej trasy.

Przez te 10 tygodni spotkałem czterech ludzi, którzy dziwnym trafem znaleźli się na mojej ścieżce. Prawie codziennie mijał mnie samochód.

Przyjaciółmi od wspólnego biegania zostały zwierzsarnaęta. Jak mnie zauważyły to robiły dosłownie to samo co ja, czyli biegały i to w ta sama stronę co ja 🙂 Nie ma to jak dobra współpraca . A były to sarny, lisy a przede wszystkim zające. Raz spotkałem kota, a trzy razy psa.

Tak wiec, uważam, że bieganie w małej miejscowości też ma swoje uroki. Jest cisza, spokój, łono natury, śpiewające ptaki i wschód słońca.

Polecam i szczerze zachęcam do aktywnego życia sportowego.